|
maj 16
2008
|
Kylie odpędza deszczDodane przez candystore in Nieotagowane |
X Tour 2008 – najnowsza trasa koncertowa australijskiej piosenkarki Kylie Minogue jest nowoczesnym przedstawieniem szczęścia, miłości i radości.
Już od pierwszych taktów tuż po pojawieniu się wspaniałych wizualizacji oraz efektów świetlnych na twarzach widzów tego znakomitego futurystycznego show rysują się uśmiechy, które do końca przedstawienia nie opuszczają ich; mało tego, z minuty na minutę powiększają się zajmując coraz to większą część ich buzi, ciała i w końcu duszy.
Należy wspomnieć tutaj właśnie o duszy, gdyż to wspaniałe widowisko, ale przede wszystkim jego główna bohaterka działają jak balsam kojący, pozwalając na przeniesienie się w beztroski, kolorowy, pełen pozytywnej energii świat i z pewnością wyleczyłyby niejednego chorego z ciężkiej choroby. Ale co sprawia, że tak wspaniałe fluidy płyną przez niemal trzy godziny ze sceny? To przede wszystkim osoba Kylie Minogue. Jej przepiękny i szczery uśmiech, jej przemiłe usposobienie, jej znakomity kontakt z publicznością i oczywiście nienaganny, czysty i interesujący głos, który sprawia, że znad miasta, w którym akurat gości znikają wszystkie chmury i deszcz.
Artystka podczas wieczoru ukazuje się w roli szczęścia i jego wielu odmianach; widzimy ją jako elektro-muzę, happy sportsmenkę, divę, arystokratkę płynącą we wspaniały beztroski rejs, japonkę wśród różowych płatków spadających ze sklepienia. Te wszystkie przebrania i światy wymyślono tak, że budują od pierwszych nut zaśpiewanych przez nią napięcie zarówno wśród tancerzy, muzyków jak i widzów; dozowane kropla po kropli wreszcie doprowadzają do kulminacji i explozji radości i niezmiernego zachwytu na scenie. Ich widowiskowość i rozmach nie nużą, a właściwie prowadzą przez różnorodne klimaty w ten sposób, żeby ostatecznie ich puentą była prostota i skromność w kolorach tęczy. I gdy w poprzednich aktach mieliśmy okazję cieszyć się Kylie Minogue ubraną w drogie, ekskluzywne, eleganckie kostiumy, tak teraz, na sam koniec wszystko to się zmienia.
Nagle na kurtynach diodowych widzimy wyświetloną jej postać; ogromną, w odcieniach różu i fioletu w połączeniu z żółcieniami – a więc kolory, które od razu budzą w oglądających wyłącznie pozytywne odczucia. Do tego dołączają ambientowo – fortepianowe akordy, niczym śpiewy aniołów (bo Kylie w tym momencie trochę przypomina Wenus z obrazu Boticellego) i nagle w oddali sceny, zza kulis wolniutko wychodzi filigranowa postać, skromnie ubrana w czarne spodnie i nieco przyozdobiony błyskotkami top, nieco już zmęczona ale jakże nadal energiczna. Podchodzi do mikrofonu i najpiękniejszą barwą swojego wokalu śpiewa piosenkę No More Rain. Łzy zaczynają płynąć z oczu, ciarki przechodzą po plecach gdy ma się w świadomości jak ciężką walkę ma za sobą ta malutka kobieta śpiewając teraz o tym tam lekko a zarazem ujmująco. I jakby tego było mało w kolejnych taktach podchodzi do tamburyna i zaczyna na nim wystukiwać rytm, wprawiając w wibrację jego boskie dźwięki dzwonkowe, tworząc z nim i błyskotkami na kostiumie złoty tandem. Świetna część koncertu! Szczęście emanuje z każdego zakamarka tej ogromnej, ponad pięciotysięcznej areny. Widzowie szaleją, Kylie karmi ich swoją nieskazitelną, czystą duszą, koncert jeszcze po zaśpiewaniu Love At First Sight dobiega końca…i zostaje w głowie tylko zapach perfum truskawkowo-truflowych i jakby we mgle obraz uśmiechniętej, pokonującej zachmurzenie Kylie Minogue.







ja mialem przyjemnosc zobaczyc kylie dwukrotnie w manchesterze,trasa fever i x.
po ostatnim koncercie chyba jeszcze nie ochlonelismy choc bylo to juz dobre kilka tygodni temu.od samego poczatku bawilismy sie wspaniale,siedzielismy siedem rzedow od sceny.pozdrawiam wszystkich fanow Kylie.
ps, moj ulubiony moment z koncertu to Step Back in Time!!