Zapraszamy Was do zapoznania się z najnowszym numerem (10/2009) magazynu "Twój STYL", w którym można znaleźć obszerny wywiad z Kylie Minogue.
Silna jak nigdy - Kylie Minogue Ma już pomnik w Melbourne, Order Imperium Brytyjskiego i ponad sześćdziesiąt milionów sprzedanych płyt. Trafiła do Księgi Guinnessa w związku z rekordowo wysokim honorarium i tylko królowa Elżbieta II doczekała się większej od niej liczby podobizn w londyńskim Muzeum Figur Woskowych. W rozmowie z "Twoim Stylem" Kylie Minogue, jedna z najbardziej znanych piosenkarek świata, opowiada o dzieciństwie w Australii, wygranej walce z rakiem i nowym, wspaniałym życiu po czterdziestce.
Twój STYL: Punkt zwrotny w Twoim życiu? Kylie Minogue: Było ich wiele, ale chyba najwięcej rzeczy przewartościowałam, gdy zmagałam się z chorobą.
Twój STYL: Mówisz o raku piersi? Nie lubisz wypowiadać tych słów? Kylie Minogue: Nie, nie boję się ich. Dzięki temu, że sama miałam raka, dziś mogę wspierać wielu ludzi na całym świecie. Gdy mówię: "Walczcie! Naprawdę jest nadzieja!", jestem dla nich wiarygodna. Kiedyś myślałam, że moją misją jest poprawianie innym humoru. Nadal lubię to robić, ale dziś wiem, że mogę dać z siebie więcej. Gdy odwiedzam dzieci na oddziale onkologicznym, opowiadam im o tym, jak sama byłam w podobnej sytuacji. I nagle widzę, że jestem dla nich naprawdę bliską osobą, nie tylko sławną panią, którą znają z telewizji. Stają się ufne, otwarte, rozmowne. Mam nadzieję, że może czują się też nieco mniej pokrzywdzone przez los.
Twój STYL: Pamiętasz, jak sama trafiłaś na oddział onkologiczny? Kylie Minogue: Wiadomość o chorobie była dla mnie tak niewyobrażalnym szokiem, że po prostu nie wiedziałam, co z tym zrobić. Pierwsza myśl: "Niemożliwe, nie ja, to musi być pomyłka". No bo przecież u mnie zawsze wszystko było super! Koncerty, imprezy, podróże, przyjaciele... Gdy żyjesz szybko i odnosisz sukcesy, wydaje ci się, że to stan permanentny. A tak wyglądało moje życie do czasu, gdy poznałam diagnozę. Kiedy nie było już wątpliwości, że jednak naprawdę chodzi o mnie, dopadło mnie poczucie bezradności i strach. Te stany zna chyba każdy, kto usłyszał od lekarza słowo "rak". Długo nie potrafiłam się pozbierać. Pamiętam, że zaliczyłam etap wyłącznie czarnych myśli w stylu: "Wszystko skończone. Mam cholernego pecha. Niech mi już wreszcie powiedzą, kiedy umrę". W takim stanie nie docierają do ciebie racjonalne argumenty, nawet te, które przekonują, że masz szanse. Depresja odcina siły.
Twój STYL: Jak sobie z nią poradziłaś? Kylie Minogue: Raczej "jak pomogli mi z niej wyjść moi bliscy?". Taka wersja jest bliższa prawdy. Rodzina, szczególnie moja siostra Dannii, od początku nie pogodziła się z moją rezygnacją. Była przy mnie cały czas – gdy płakałam, gdy siedziałam bez słowa w ciemnym pokoju, nawet wtedy, kiedy prosiłam ją, żeby dała mi spokój, "bo to już nie ma sensu".
Twój STYL: Macie dobry kontakt? Obie jesteście piosenkarkami, ale dla świata ona jest tylko "siostrą Kylie". Kylie Minogue: Nigdy nie dała mi odczuć, że jest to dla niej trudne. To raczej ja przed laty czułam się zazdrosna, bo w Australii ona pierwsza, choć jest ode mnie młodsza, była znana. Do dziś pamiętam, jak na jakichś imprezach przedstawiano mnie: "A to jest siostra Dannii Minogue". Czułam się okropnie. Ale prawda o nas jest taka, że niezależnie od popularności dziś to ja podziwiam Dannii. Moja choroba była niezwykłym sprawdzianem naszej relacji. Odkryłam, że mam wspaniałą, oddaną siostrę. Znosiła moje wahania nastrojów, napady złości, smutku i w nieskończoność powtarzała ze spokojem: "Kylie, ja wiem, że jesteś silna. To tylko chwila słabości. Dasz radę. Wielu ludziom przecież się udaje...".
Twój STYL: To wystarczyło, żeby wstąpiła w Ciebie wola walki? Kylie Minogue: Nie od razu, ale jej wsparcie było bezcenne. Obecność bliskiej, kochającej osoby w takiej sytuacji może naprawdę wiele zmienić. Zresztą pomagali też obcy ludzie. Kiedyś między zabiegami wyszłam sama z kliniki onkologicznej do pobliskiej kafejki. Czułam się straszliwie, nie byłam podobna do siebie – te włosy obcięte niemal przy skórze. Włożyłam ciemne okulary. I nagle podszedł do mnie jakiś mężczyzna. Nie był nachalny, powiedział tylko: "Wiemy, że jest ci ciężko. Trzymaj się. Jesteśmy z tobą". Wróciłam do szpitala energicznym krokiem, myśląc: "Kylie, są ludzie, których nawet nie znasz, a dla których ważne jest, żebyś wróciła do zdrowia!".
Twój STYL: Wtedy zaczęłaś wychodzić z dołka? Kylie Minogue: Nie pamiętam czegoś w rodzaju momentu przełomowego. Takich zdarzeń było wiele. Po prostu w końcu przyszedł dzień, gdy otworzyłam się na to, co mówiła siostra, lekarze, rodzice, i sama sobie powiedziałam: "Kylie, dostałaś od życia więcej dobrego niż inni. Teraz musisz o to zawalczyć".
Twój STYL: Co to zmieniło w praktyce? Kylie Minogue: Przestałam pytać lekarzy: "ile mi zostało?". Zamiast tego szukałam teraz informacji, jak mogę sobie pomóc. Uwierzyłam, że optymizm jest równie ważny jak lekarstwa i medyczne procedury. Łatwo się mówi... Wyglądałam fatalnie, chudłam, wypadały mi włosy, ale przestałam się na tym koncentrować. Powtarzałam sobie: "to przejściowe, zawsze byłaś silna". Potem dotarło do mnie, że pierwszy raz w życiu mam dla siebie mnóstwo czasu. Gdy przestałam panikować, zaczęłam myśleć o rzeczach, które chciałabym jeszcze zobaczyć, zrobić. I... było tego pełno. Siostra powiedziała mi nawet: "Ktoś, kto ma tyle planów, nie może tak po prostu umrzeć". I tego się trzymałam, gdy było trudno. Twój STYL: Po chorobie postawiłaś sobie jakieś nowe cele w życiu? Kylie Minogue: Robię to, co robiłam, ale cieszę się ze wszystkiego chyba tysiąc razy mocniej. Bo pamiętam, że tego mogło już przecież nie być. Jestem też bardziej świadoma swoich pragnień. I chyba mniej improwizuję. Gdy byłam młodsza, przyszłość po prostu "się stawała". Teraz do pewnych rzeczy dążę.
Twój STYL: Co masz na myśli – rodzinę, dziecko? Kylie Minogue: Dziś jestem bardziej otwarta na te sprawy niż kilka lat temu. A co będzie, zobaczymy. Zawsze bliskie było mi powiedzenie: "jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach". Ale z drugiej strony warto jasno mówić sobie, czego się chce. Wtedy masz szansę sama siebie zaskoczyć.
Twój STYL: Czym siebie ostatnio zaskoczyłaś? Kylie Minogue: Przestałam się bać. Dawniej byłam uzależniona od sukcesu. Martwiłam się, co będzie, jeśli moja dobra karta nagle się odwróci, a ludzie przestaną przychodzić na koncerty, słuchać moich płyt. Teraz w ogóle nie myślę w tych kategoriach. Koncertuję, nagrywam nowe albumy i jakoś wszystko układa się doskonale. Chyba nigdy nie czułam się tak dobrze jak ostatnio. Choroba była dla mnie impulsem do zrobienia w życiu porządku. Tak ją dziś traktuję. Kiedyś potrafiłam się zadręczać, gdy jakaś piosenka nie dostawała się na wysokie miejsce listy przebojów, dziś mówię sobie: w porządku, jutro zaśpiewasz lepszą.
Twój STYL: Pracujesz nad nowym albumem. Będzie inny niż poprzednie? Kylie Minogue: Mam nadzieję. Chciałabym, żeby moja muzyka zmieniała się razem ze mną. W latach osiemdziesiątych uwielbiałam nosić w uszach wielkie plastikowe koła i tapirowałam włosy. Dziś wyglądam inaczej, no, mam nadzieję (śmiech). Moja muzyka też przeszła ogromną metamorfozę. Jest jak ja – dojrzalsza, głębsza, odważniejsza. Ale zawsze lubiłam śpiewać piosenki, przy których ludzie dobrze się bawią, czują przypływ energii, optymizmu, i to się nie zmieniło. Nie obrażam się nawet, gdy ktoś nazywa mnie "wokalistką dyskotekową". Jeśli moje piosenki podrywają ludzi do tańca, tym lepiej!
Twój STYL: Trudno znaleźć Twoje zdjęcie w wersji innej niż "pełnia szczęścia". Oglądałam dokument o Tobie i Twoim powrocie na scenę po chorobie. Jesteś uśmiechnięta przed koncertem i po nim. Przyjaźnisz się z ludźmi z ekipy, imprezujecie razem, wygłupiasz się z nimi, rozmawiacie niemal wyłącznie żartem. Kylie Minogue: Spędzam w trasie tyle czasu, że moje relacje z ludźmi muszą być bliskie, rodzinne. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. Wielu moich współpracowników to po prostu przyjaciele. Jak zresztą sam autor tego filmu, mój wieloletni stylista William Baker.
Twój STYL: Masz opinię osoby bezproblemowej. Jest jakaś trudna strona Kylie Minogue? Kylie Minogue: No... może czasem jakaś chandra, ale rzadko. Po chorobie trudno u mnie o zły humor. Ja naprawdę cieszę się, że żyję. Zachwycają mnie drobiazgi – dobry obiad, bransoletka, którą dała mi fanka, list od przyjaciółki, akcja charytatywna, w której biorę udział. Niedawno na zaproszenie firmy COTY i fundacji DKMS, największego na świecie banku danych dawców szpiku kostnego, wzięłam udział w niezwykłym wydarzeniu. Żeby zwrócić uwagę ludzi na problem walki z białaczką, wygaszono wszystkie światła w Empire State Building, jednym z najwyższych budynków świata. To chyba nie zdarzyło się jeszcze nigdy do tej pory. Wielu nowojorczyków było w szoku. Ludzie pytali, co się dzieje. To wydarzenie naprawdę zwróciło uwagę Ameryki. Ja miałam zaszczyt włączenia całego oświetlenia Empire ponownie.
Twój STYL: Jak teraz wygląda Twój dzień? Kylie Minogue: Znowu robię sto rzeczy naraz. Koncertuję, piszę i nagrywam nowe piosenki – mam spory materiał na kolejny album. A nawet projektuję perfumy. Współtworzyłam już kilka zapachów.
Twój STYL: Naprawdę je współtworzysz czy po prostu dajesz swoje nazwisko? Kylie Minogue: Nie firmowałabym czegoś, na co nie miałabym wpływu. Przy każdym kolejnym "zapachu Kylie Minogue" odbywam rozmowy z "nosami", czyli profesjonalistami, którzy nad nimi pracują. Sugeruję, jakie nuty chcę w nich umieścić, żeby zapach był mi naprawdę bliski, a potem weryfikuję efekt. Zwiedziłam nawet fabrykę, w której te zapachy są produkowane. Każdy z nich to inna opowieść o mnie. Darling i Sweet Darling powstały z myślą o szczególnie bliskich mi ludziach. W Showtime jest to, co czuję, gdy gram koncert: energia, którą trudno opisać, i euforyczna radość. A Couture, moja najnowsza woda, to po prostu opowieść o fascynacji modą.
Twój STYL: Podobno w butikach tracisz głowę? Kylie Minogue: Tak jest. Mogę w takich miejscach przebierać się godzinami. Zaśmiewam się z własnych pomysłów na mieszanie stylów i konwencji. Ryzykowne zestawienia? Dla mnie nic nie jest ryzykowne!...
Anna Jasińska www.styl24.pl
 |